Rosjanin...
Wiem. Zaraz co poniektórzy pocisną mi tu za poprawność polityczną. Nazwą mnie 'lewakiem', 'pedałem' albo 'zabójcą poczętych'. Bo przecież "rusek" się mówi, do tego z bardzo małej litery...
Tak?...
Ale ja to pejoratywnie pierdolę...
Kontynuuję...
Rosjanin...
Emerytowany pułkownik CA...
/"Sovyet Army" znaczy się/...
Stwierdził on, że dnia dwunastego grudnia, roku /Anno, Lukrecjo, Domino lub Zechcyk/ tysiąc dziewięćset osiemdziesiąt pierwszego stacjonował był na terenie obecnie białoruskim przy granicy polskiej. Miał w ręku tekst rozkazu. Plan był akurat taki, że pułkownik miał ze swoimi ninja być zrzuconym nad pewnym warszawskim lotniskiem /tam teraz bloki są/...
Żeby nie było...
Swoje oberwałem wtedy. Najpierw mi zajebali w dziób na ulicy. Potem mnie zatroczyli na posterunek. Zobaczyłem plamy na ścianie. Jakoś tak zrobili, że plama z mojego kulfona dołączyła tam dla towarzystwa...
Nochal mam deko przekonfigurowany do dziś...
/Ale odrobinę... Nie rzutuje/...
Jeszcze było parę lag do kompletu przy innej okazji...
Aha...
Jeszcze była pogoniówka po osiedlu po nocy...
Z krzyża byłem spuścić i do domu wracałem...
Mówiła mi "zostań"...
Nie zostałem...
Jestem cywil, owszem, ale nie pies Cywil przecież...
Wróćmy jednak do owego pułkownika...
Przed północą dostał rozkaz telefoniczny, by ów plan zrzutu spalić...
Tak ponoć zrobił...
To wszystko...
Czy Generał Ślepowron dobrze wybrał?...
Czy źle?...
Tak się składa, że moja /powiedzmy/ "religia" nie zakazuje mi nienawidzić. Ale nakazuje mi tą nienawiść trzymać mocno na krótkiej smyczy. I wysyłać ją tam jedynie, gdzie naprawdę trzeba...
/Ciekawe co u tych, którym nienawidzić nie wolno?/...
Ale co innego mieć w sercu urazę za doznane krzywdy, co innego być ślepym i głuchym na pewne fakty, które miały miejsce...
Aha...
Proszę bez tekstów typu: "ruskowi uwierzyłeś?"...
Są po prostu bez sensu...
Wiem. Zaraz co poniektórzy pocisną mi tu za poprawność polityczną. Nazwą mnie 'lewakiem', 'pedałem' albo 'zabójcą poczętych'. Bo przecież "rusek" się mówi, do tego z bardzo małej litery...
Tak?...
Ale ja to pejoratywnie pierdolę...
Kontynuuję...
Rosjanin...
Emerytowany pułkownik CA...
/"Sovyet Army" znaczy się/...
Stwierdził on, że dnia dwunastego grudnia, roku /Anno, Lukrecjo, Domino lub Zechcyk/ tysiąc dziewięćset osiemdziesiąt pierwszego stacjonował był na terenie obecnie białoruskim przy granicy polskiej. Miał w ręku tekst rozkazu. Plan był akurat taki, że pułkownik miał ze swoimi ninja być zrzuconym nad pewnym warszawskim lotniskiem /tam teraz bloki są/...
Żeby nie było...
Swoje oberwałem wtedy. Najpierw mi zajebali w dziób na ulicy. Potem mnie zatroczyli na posterunek. Zobaczyłem plamy na ścianie. Jakoś tak zrobili, że plama z mojego kulfona dołączyła tam dla towarzystwa...
Nochal mam deko przekonfigurowany do dziś...
/Ale odrobinę... Nie rzutuje/...
Jeszcze było parę lag do kompletu przy innej okazji...
Aha...
Jeszcze była pogoniówka po osiedlu po nocy...
Z krzyża byłem spuścić i do domu wracałem...
Mówiła mi "zostań"...
Nie zostałem...
Jestem cywil, owszem, ale nie pies Cywil przecież...
Wróćmy jednak do owego pułkownika...
Przed północą dostał rozkaz telefoniczny, by ów plan zrzutu spalić...
Tak ponoć zrobił...
To wszystko...
Czy Generał Ślepowron dobrze wybrał?...
Czy źle?...
Tak się składa, że moja /powiedzmy/ "religia" nie zakazuje mi nienawidzić. Ale nakazuje mi tą nienawiść trzymać mocno na krótkiej smyczy. I wysyłać ją tam jedynie, gdzie naprawdę trzeba...
/Ciekawe co u tych, którym nienawidzić nie wolno?/...
Ale co innego mieć w sercu urazę za doznane krzywdy, co innego być ślepym i głuchym na pewne fakty, które miały miejsce...
Aha...
Proszę bez tekstów typu: "ruskowi uwierzyłeś?"...
Są po prostu bez sensu...

Stan wojenny był dla mnie cholernym zawodem i traumą na długi okres. Czułem jakąś straconą szansę, którą zaprzepaściliśmy. Pamiętam jednak jak kilka dni przed nim kolega mówił mi jak to na kopalni zbroją się bo "oni" mają wkroczyć.
OdpowiedzUsuń na zawszeJuż wtedy czuło się, że grozi nam poważny problem wewnętrzny.
Dzisiaj z perspektywy lat zastanawiam się czy było lepsze rozwiązanie dla tamtego okresu.
Za to dekada lat 80-tych cofnęła nas w wielu dziedzinach.
w maju 81 Jaruzelski skupił w jednym ręku wszystkie najważniejsze stanowiska w państwie i jako premier zaapelował o "100 dni spokoju"... potem była zadyma w Bydgoszczy, strajk w Szkole Strażackiej...
OdpowiedzUsuń na zawszew tym czasie mój kolega wspomniał o możliwości "stanu wojskowego" /takiego użył zwrotu/... zapytałem go, co to znaczy... odpowiedział:
- ogólnie to jest tak, że wojsko obstawia wszystkie ważniejsze obiekty w kraju...
jakoś później nigdy nie zapytałem tego kumpla, skąd miał taką intuicję na kilka miesięcy naprzód...
mój Wujek pracował jako konserwator na terenie Zamku w Otwocku Wielkim, gdzie wtedy stacjonowało wojsko i była weekendow a i wakacyjna siedziba Rady Ministrów....latem 1981 powoiiedział do mamy aby nie robiła planow przyjazdowych na Boze Narodzenie, a mieszkalismy na Opolszczyźnie bo raczej nic z tego nie bedzie........i nie wyszło
OdpowiedzUsuń na zawszeJakoś tak w tym kraju dziwacznie się porobiło, że o winie /lub niewinności/ świadczą zeznania ciemiężycieli tego kraju - czyli sowieckich i polskich oficerów wyższych rangą albo też SB-ków.
OdpowiedzUsuń na zawszeZupełnie jakby nie było tutaj żadnych dokumentów, ani historyków. To trochę tak, jakby pytać bandytów, czy ich ofiary nie były czasem winne i przyznawać im decydujące zdanie w tej materii.
Pzdr.
Czcigodny Pkanalio
OdpowiedzUsuń na zawszeA pamiętasz galówkę z okazji sześćdziesiątej rocznicy zakończenia wojny w 2005 w Moskwie? Putin przypiął Jaruzelowi kolejną blachę, poklepał go po du.pie i zezwolił odwiedzić Ałtaj gdzie był z rodziną na zsyłce. I tam to draństwo jakimś miejscowym drobnym czynownikom powiedziało o "ciepłej ziemi syberyjskiej która podczas wojny przytuliła tak wielu Polaków". Nawet fakt że jego ojciec tej przytulanki nie przeżył nie powstrzymał go przed ważeniem do zadka jakiemuś okręgowemu ruskiemu pętakowi. No cóż, siła przyzwyczajenia. A przecież naprawdę wtedy już nie musiał popisywać się swoim "radzieckim" patriotyzmem. Dlatego jeśli ktoś jeszcze neguje fakt że Jaruzel jest sowieckim agentem przebranym w polski mundur, wystawia złe świadectwo swojej inteligencji.
Pozdrawiam serdecznie.
Byłem wtedy mały. Ale jeszcze trochę pamiętam panią z "Solidarności", zwolnioną z pracy z wilczym biletem, dożywianą u różnych znajomych, w tym u nas. Pamiętam, że za każde przestępstwo można było dostać czapę, pamiętam godzinę policyjną i wszechobecny strach/ wszystko niby po to, żeby "ochraniać" rodaków przed krwiożerczym Ruskim.
OdpowiedzUsuń na zawszeGdyby to jednak była prawda, że człowiek, który przez całe dotychczasowe życie był sqrwysynem, nagle stanął przed dramatycznym wyborem i musiał podjąć taką decyzję, to... znaczna część ludzi i tak mu nie uwierzy. Bo nie ma podstaw do tego, żeby mu w cokolwiek wierzyć.
Liberał
Czytałem też Gierka. Wewnętrzne walki w PZPR trwały prawie całą poprzednią dekadę. Pisze w niej między innymi, że żadna "Solidarność" by nie powstała gdyby nie walka wewnątrz. Tyle, że w pewnym momencie ta rywalizacja wymknęła się prowokatorom z pod kontroli. Jedną z koterii była grupa Kani, Jaruzelskiego i kilku innych. Nie usprawiedliwiam walki o władzę i ofiar do jakich dopuszczono.
OdpowiedzUsuń na zawszeKilka osób opowiadało mi jak pacyfikowano jedną z Jastrzębskich kopalń. Mur rozbiły czołgi, wpadła uzbrojona w pałki piechota, (chyba na haju) bo tłukli wszystko co spotkali na drodze, jednego zatrzymał słup elektryczny to walił w niego pałą przez pięć minut. Kiedy wpadli do biurowca gdzie pracowały głównie kobiety, które nie brały udziału w strajku, to wyskakiwały z 2-3 piętra.
Patrzę raczej na zdarzenia jak na pewne przesilenie, które mogło doprowadzić do spokoju, albo do sytuacji o wiele groźniejszej w skutki.
Myślę Piotrze, że taką operację na dużym obszarze przygotowuje się przynajmniej kilka miesięcy. O "stanie wojskowym" też słyszałem od profesora historii, ale więcej nic nie chciał powiedzieć. W wolnych chwilach opowiadał jak to dobrze jest w Z.S.S.R. my musimy do tego dążyć by nam też było tak dobrze.
jak czytam komentarze, to przyszedł mi do głowy pomysł, że może ów pułkownik /wtedy w stopniu kapitana/ oraz reszta armii stała pod granicą gotowa do wjazdu tylko po to, by "zmotywować" Jaruzelskiego do podjęcia decyzji i stworzyć mu alibi na zaś?...
OdpowiedzUsuń na zawszeokazuje się, że taki wariant godzi większość możliwych wersji i interpretacji ówczesnych wydarzeń...
Dzieciakiem wtedy byłam, jakieś 11 lat miałam. Ze stanu wojennego pamiętam te koszmarne kolejki, w których trzeba było za wszystkim stać. Matka stawiala nas a sama do pracy zaginała.
OdpowiedzUsuń na zawszePamiętam facetów, którzy bali się, że ich don woja zawołają.
Pamiętam jak ojciec opowiadał mamie rozmowe ze znajomym policjantem, który w Gdańsku stacjonował. Mówił, że ich chyba czymś tam karmią, bo kiedy na akcje wychodza to takiego wqrwa z byle powodu dostają, że jak się ma pałę to ręka lżej chodzi.
No i pamiętam syna sąsiadki /18 latka, który dostał trzy lata, bo jakis stary pijak zaczął ich czepiać, disco na wiosce było, a że się młodzieńcom dziewczyn zachciało to pojechali, no i nie zdrzeirżyli za któryms razem gościa odsuneli od siebie dośc zdecydowanie, Morde se stłukł. Świadka miał i z byle powodu, za który może w normalnych warunkach grzywna lub pryepraszam by wystarczyło, poszli chłopcy siedzieć.
No i najgorsze było to, że ci młodzi więzniowie przez jakis rok ciągle wpiernicz od starych dostawali. tak ich tam mieszali w tych celach dziwnie.
całkiem mozliwe ze Twoja teoria spiskowa jest trafna Piotrze
OdpowiedzUsuń na zawszeponoć dawano zomowcom "coś" /wieść gminna głosiła, że było to PCP/... rzeczywiście oni byli na jakimś dziwnym haju, co sam zaobserwowałem kiedyś, gdy wcześniej wlazłem niechcący w pomeczową zadymę niedaleko Legii...
OdpowiedzUsuń na zawszeza peerelu w kryminałach nie cackano się specjalnie, nie było podziałów wiekowych i małolaci siedzieli nieraz ze starą recydywą... poza tym, kryminał jest miejscem niezwykle plotkarskim i paranoicznym... gdy reżim chciał kogoś zgnoić, wystarczyło puścić pogłoskę, że ktoś kapuje lub "lubi dzieci" i miał już pozamiatane... taką metodą gnębiono korowców, na ten przykład...
prawda, Didi?... olśniło mnie dosłownie godzinę temu... po tylu latach... ciekawe :))...
OdpowiedzUsuń na zawszeto jest tak... nie mam najmniejszego powodu, by nie wierzyć pułkownikowi... to przemawia za Jaruzelskim... ale z drugiej strony są dość wiarygodne przekazy przeciw niemu, że sam o sowiecką interwencję prosił... wykoncypowany przeze mnie wariant trzyma się kupy i nie przeczy ani tym, co go atakują, ani tym, którzy go bronią...
@Ania /i nie tylko/... jeszcze dwa słowa o patrolach... wojsko /MON/ było dość przyjaźnie i życzliwie nastawieni do ludzi... rezerwiści /też MON, ale ubrani w moro MSW/ to już były kompletne olewusy, którzy wszystko mieli gdzieś... gorzej było z MSW... o ile zwykła milicja to jeszcze jak-cie-mogę, to zomowcy naprawdę krzywdę potrafili zrobić i to dużą...
OdpowiedzUsuń na zawszeZnam wielu Rosjan. To wspaniali ludzie, wspaniały naród. Tylko ma jeszcze większego pecha niż my - do rządzących.
OdpowiedzUsuń na zawszeCo do nienawiści: to emocja, więc jest moralnie obojętna. Odpowiadamy za czyny, nie za emocje. A te dokonane pod wpływem emocji (w tzw. afekcie) są nawet oceniane czy osądzane łagodniej (okoliczność łagodząca). Mamy przecież ograniczony wpływ na swe uczucia, a dziś modne jest twierdzenie, że nie należy ich tłumić. Jeśli kogoś nienawidzę, to go nienawidzę, ale to nie znaczy, że wolno mi go zabić. Nawet jeśli mam powody do tej nienawiści.
Trumnę stanu wojennego czas już zakopać. Z dzisiejszej perspektywy widać, że radosne uniesienie Solidarności było iluzją. Stopniowa agonia komunizmu natomiast nie była iluzją. Jako chrześcijanin wybaczam wrogom i miłuję ich. Nic innego mi nie pozostaje, bo nie mam już swojego kałasznikowa.
OdpowiedzUsuń na zawszeStan wojenny...generał,zresztą większośc z nich po tzw.dyrektywy wyjeżdżała "obok".
OdpowiedzUsuń na zawszeNam się wmówiło,że stan wojenny był jedynym wyjściem ,by nie wkroczono do nas z zewnątrz,bo już wojska naszych braci czekały na rozkaz...
ZOMO...przerzucani z innych jednostek ,a na akcje faszerowani jakimś świństwem,byli bardzo niebezpieczni.
Pamiętam jak z narzeczonym byliśmy w kościele Arka w Nowej Hucie i nam do środka wpuszczono gaz łzawiacy..panika ludzi,krzyki...ZOMO na zewnątrz...poczucie strachu...nie mogłam oddychac,
Kurcze...30 lat,a pamięta się...
mnie się takie podejście podoba, Anno... nieważne czy ktoś mnie kocha, czy nienawidzi, bo to już jest jego problem... dla mnie jest ważne, co z tym uczuciem robi, jak je wobec mnie realizuje...
OdpowiedzUsuń na zawszeo stanie wojennym Dibeliusie pisałem po raz pierwszy na blogu w 2006 roku... teraz piszę po raz drugi... więcej nie zamierzam... w pewnym sensie zakopuję właśnie tą trumnę...
a kałach?...
ujmę to tak...
mistrz aikido nie potrafiejący "przypierdolić z kujawiaka" /o muai-thai już nie wspomnę/ to żaden mistrz...